Potraktujcie to jako pierwszy rozdział fika no trójkącie miłosnym z serii kagerou project. To nie są praktycznie ocetki tylko... no ja i Karuś z którą pisze innego bloga. Wejdźcie w moje konto bloggera i wybierzcie drugi blog by się tam znaleźć. Dezydery to postać należąca do Potato z którą tamtego bloga też prowadzimy, jakby co zwalajcie winę na niego. Krytykujcie, plujcie mi w twarz, potrzebuje wiedzieć jakie błędy popełniam.
Minęło parę tygodni czy miesięcy od pamiętnej walki na jedzenie, ale nie o to teraz chodzi. Każdy już zapomniał kto ją zaczął chociaż wszyscy i tak obwiniliby Dezyderego... albo Crissie. Bardziej ta druga gdyż wtedy chłopak jeszcze pomieszkiwał u niej w szafie, ale to nie o tym dzisiejsza historia.
Wszystko zaczęło się od głupiego argumentu pomiędzy hikkikomori a ex-psychopatą, rozmawiali o tym co zazwyczaj gadają nastoletni chłopcy a mianowicie dziewczynach. Choć nikt normalny nie nazwałby tego rozmową.
"Ta jasne, ciebie to by nawet duch nie chciał."Głos porównywalny do anielskiego tonu Mamoru Miyano przesiąknięty był sarkazmem i zgryźliwością. Nic nowego dla osobnika posiadającego jakże piękny głos. Osobnik tego gatunku siedział na skórzanym fotelu z skrzyżowanymi nogami położonymi na szklanym stole. Jedną dłonią z łokciem opierającym się o ramie fotelu podpierał policzek, w drugiej trzymał puszkę piwa. Co jak co, miał już dziewiętnaście lat a w tym dziwnym kraju to był wiek pełnoletności, nie to co w Japonii gdzie musiałeś czekać do dwudziestych pierwszych urodzin. Kolejny plus przesiadywania w tym pokręconym równoległym wszechświecie. Po drugiej stronie szklanego stołu na zupełnie identycznym siedzeniu siedział niewiele młodszy nastolatek z gigantycznymi workami pod oczami. Ten akurat siedział prosto, wyglądał na nieco spiętego ale to była dość naturalna rzecz przy nim. Również jak chłopak naprzeciw trzymał w dłoniach w połowie dopitą puszkę Żubra.
"A żebyś wiedział, Ayano raz mnie nawiedziła! Totalnie leci na mnie, nawet nieżywa!" Dziwna sprawa w jaką się wplątał nasz główny bohater z jakieś dwie godziny temu.
Zaczęło się od wrzasku "Gdzie jest mój nektar bogów!", który zainicjował fakt, że w domu nie było ani kropelki gazowanego napoju. Załamany faktem niemalże przewrócił całą posiadłość do góry nogami w poszukiwaniu za życiodajnym nektarem. Niestety odnalazł tylko parę zgrzewek napoi alkoholowych w postaci piwa Żubra. Gdzie on to znalazł tego nikt nie wiedział. Podejrzewa się, że w pokoju Seto, ale tylko dlatego, że ostatnio powiadał jak to bardzo chciałby zobaczyć żubry. Inną teorią jest to, że to wina Dezyderego.
Po tym jak udało mu się znieść zawartość do salonu został przyłapany przez naszego kochanego węża.
Poniekąd to ma tłumaczyć czemu teraz oboje siedzą w zawalonym pokoju w połowie pijani rozmawiając niczym najlepsi przyjaciele o różnych głupotach.
"Ja cię nie brałem za nekrofila Kisaragi!"
Dla nieświadomości dwójki 'dorosłych' obserwowani byli przez dwie dziewczyny które znalazły się w nieodpowiednim momencie. Ciemnowłosa dziewczyna uniosła dłonie na wysokość klatki piersiowej i ze złośliwym uśmieszkiem powiedziała,
"Ja po nich nie sprzątam." po czym wyszła planując wiele sposobów by ich później zaszantażować... albo normalnie myślała o yaoi. Pozostawiona sama przyjaciółka schowała komórkę do kieszeni i krzyknęła,
"Wielkie dzięki~!" wyglądała na zdemotywowaną zachowaniem chłopców i wkurzoną bo 'siostra' zostawiła ją samą. Obrzuciła rezydentów ostrym spojrzeniem rozmyślając jak dostać się do kuchni niezauważona, w tej chwili miała tylko ochotę sprawić piekło osobie która planowała ten dom. Kto normalny stawia pokój dzienny przed kuchnią?! Weszłaby stroną od podwórka gdyby nie pewien albinos nie zastawiłby drzwi śmietnikiem bo chciał wejść na dach. Po co on tam chciał wleźć tylko on wiedział albo chociaż i nie, czasami zapominał myśleć.
"To nie tak, że lecę na trupy. To one nie chcą się ode mnie odczepić!" Zielonooka zmarszczyła brwi. O czym oni do cholery jasnej gadają? Faktycznie Kuroha był psychopatycznym świrem a Shintaro brakowało którejś-tam klepki ale... żeby posunąć się do takiego poziomu dziwactwa? To jest praktycznie tak samo dziwne i chore jak Crissie gadająca o wnętrznościach. Mentalnie policzkując znajomą wredote za godziny pieprzenia o grach i anime typu 'gore', przygotowała się do przejścia przez zagracone pomieszczenia. Jednak kiedy tylko wystawiła nogę za próg...
"O Karune też się przyszłaś napić?"
piątek, 28 lutego 2014
niedziela, 23 lutego 2014
Prolog czy coś w tym stylu. [prototyp, nie wiem co z tym zrobię, kagepro]
Czas dla niego zdawał się niemiłosiernie dłużyć. Dwa lata... dwa lata już tak nędznie przesiedział w swoich ciasnych czterech ścianach, nie mając pojęcia co się dzieje za zasłoniętym czarną płachtą oknem. Co poszło nie tak? Co spowodowało, że upadł tak nisko?! Co?! Ah...ona. Tak, to była jej wina. Że potrafił się tak upokorzyć, że potrafił wyrzec się ze wszystkiego. Nie! Skarcił się myślach, kim on był by teraz o to obwiniać jedyną osobę która była z nim do jej samego końca? To nie była jej wina... tylko moja. Jego. Jego. Jego. Tylko jego WINA! Czy te lata samemu aż tak mnie spaczyły? Chwila olśnienia, nie był sam. Zawsze u jego boku w ramach monitora siedziała ta rzecz. Nie miał zielonego pojęcia czym -kim ona była i czego od niego chciała. Uderzała wielkim podobieństwem do jednej z jego już martwych koleżanek za czasów liceum. Ale nią nie mogła być. Takane jest martwa.
Błękitne oczy wędrowały za każdym ruchem który poczynił. Czy tylko wstawał, czy coś jadł, czy coś pisał ona wszystko widziała. I sprawiała mu przy tym piekło. Nie może już umrzeć? Z czasem zaczął się 'przyzwyczajać' do osoby w jego komputerze ale... prędzej czy później umrze zostawiając go samego. Tak jak każdy inny. Więc... może lepiej by było gdyby i on umarł. Tak by było lepiej. Byłby ze swoimi przyjaciółmi... z nią...
Wciąż pamiętał jak Ayano -Boże jak dawno nie wypowiadał tego imienia, pytała się go o istnienie nieba... Wierzył, że coś takiego ma swój byt, ale nie jest to niebo. Niebo zawsze wydawało mu się przereklamowane. Co ja robię? Myśli samobójcze?! Patrz Ayano jak daleko spadłem! Patrz co zemnie zostało! Wrak! Dlaczego... mnie zostawiłaś? Zasłonił kościstą dłonią swoje oczy, jakby chciał na chwilę odciąć się od tego świata. Nie zauważył jednak dwóch małych strumyków słonej wody na jego policzkach. Teraz na płacz mi się zabrało? Nie płakałem od dwóch lat...
"Mistrzu płaczesz? Boziu to tylko skasowany folder!" Znajomy głos przywrócił go do rzeczywistości. Znajomy i denerwujący głos. Szybko wytarł o swoją koszulkę zawartość łez i odwrócił się ku 'programowi'. W jej oczach widać było zmartwienie. Ha! Jest tylko głupim wirusem! Co ona może wiedzieć o zmartwieniu!? No co ona mogła wiedzieć? W jego oczach była tylko zwyczajnym oprogramowaniem, czymś stworzonego przez człowieka. Niczym realnym. Rzecz taka jak ona niczego nie zrozumie. Jego cierpienia, tego co teraz przeżywa. Nie lepiej było by ją tylko skasować? To widniało na jego liście dobrych pomysłów ale... czy były w stanie zniszczyć coś dzięki czemu jeszcze nie oszalał z samotności? Tak? Nie?
"Zamknij się Ene, muszę zabrać się za tą idiotyczną piosenkę jeśli chcę się utrzymać w rankingu." Przysiadł do komputera odpalając znany mu program. Nie mogę tego jej zrobić... I niczym zapominając o jego małym załamaniu wciągną się w wir jego szarego dnia, zamkniętego w czterech ścianach pokoju.
Jak na razie, nie zrobiłaś czegoś tak złego by mnie zmusić do odinstalowania cię.
//Myślę, że będę tutaj umieszczać te duperele co pisze niż na tumblrach... Tak to jest początek mojego jałoica Kuro x XX!Shin, chociaż nie wiem co z tym dalej zrobię. //
Błękitne oczy wędrowały za każdym ruchem który poczynił. Czy tylko wstawał, czy coś jadł, czy coś pisał ona wszystko widziała. I sprawiała mu przy tym piekło. Nie może już umrzeć? Z czasem zaczął się 'przyzwyczajać' do osoby w jego komputerze ale... prędzej czy później umrze zostawiając go samego. Tak jak każdy inny. Więc... może lepiej by było gdyby i on umarł. Tak by było lepiej. Byłby ze swoimi przyjaciółmi... z nią...
Wciąż pamiętał jak Ayano -Boże jak dawno nie wypowiadał tego imienia, pytała się go o istnienie nieba... Wierzył, że coś takiego ma swój byt, ale nie jest to niebo. Niebo zawsze wydawało mu się przereklamowane. Co ja robię? Myśli samobójcze?! Patrz Ayano jak daleko spadłem! Patrz co zemnie zostało! Wrak! Dlaczego... mnie zostawiłaś? Zasłonił kościstą dłonią swoje oczy, jakby chciał na chwilę odciąć się od tego świata. Nie zauważył jednak dwóch małych strumyków słonej wody na jego policzkach. Teraz na płacz mi się zabrało? Nie płakałem od dwóch lat...
"Mistrzu płaczesz? Boziu to tylko skasowany folder!" Znajomy głos przywrócił go do rzeczywistości. Znajomy i denerwujący głos. Szybko wytarł o swoją koszulkę zawartość łez i odwrócił się ku 'programowi'. W jej oczach widać było zmartwienie. Ha! Jest tylko głupim wirusem! Co ona może wiedzieć o zmartwieniu!? No co ona mogła wiedzieć? W jego oczach była tylko zwyczajnym oprogramowaniem, czymś stworzonego przez człowieka. Niczym realnym. Rzecz taka jak ona niczego nie zrozumie. Jego cierpienia, tego co teraz przeżywa. Nie lepiej było by ją tylko skasować? To widniało na jego liście dobrych pomysłów ale... czy były w stanie zniszczyć coś dzięki czemu jeszcze nie oszalał z samotności? Tak? Nie?
"Zamknij się Ene, muszę zabrać się za tą idiotyczną piosenkę jeśli chcę się utrzymać w rankingu." Przysiadł do komputera odpalając znany mu program. Nie mogę tego jej zrobić... I niczym zapominając o jego małym załamaniu wciągną się w wir jego szarego dnia, zamkniętego w czterech ścianach pokoju.
Jak na razie, nie zrobiłaś czegoś tak złego by mnie zmusić do odinstalowania cię.
//Myślę, że będę tutaj umieszczać te duperele co pisze niż na tumblrach... Tak to jest początek mojego jałoica Kuro x XX!Shin, chociaż nie wiem co z tym dalej zrobię. //
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)