Mówią, że gdy stoi się nad przepaścią między życiem a śmiercią, wszystkie przeżyte lata można ujrzeć niczym krótki film.
Ja jakoś niczego nie widzę.
Niczego prócz panoramy miasta i wielu zaciekawionych, kilku przerażonych twarzy gapiów. Szczerze nie rozumiem poco się w ogóle kłopoczą z tym wszystkim. I tak nikt nie będzie pamiętał długo. Zapomną i wszystko będzie szło jak na co dzień.
Stałam za srebrną barierką umieszczoną na dachu szkoły, czerwonego -jak ja kochałam ten kolor. Proszę zanotujcie tutaj ironię. Wkrótce to moja czerwień ozdobi pobliski chodnik. Z okna wychylał się jakiś psycholog albo negocjator, mniejsza z tym. Mówił mi... a raczej monotonnie potarzał wkuta na pamięć słowa o tym, że będzie lepiej.
Robił to biedaczek pewnie z jakieś milion razy i już miał dosyć. Pokręciłam głową, dlaczego nie zostawią mnie już w spokoju?
Podniosłam prawą nogę i wychyliłam zza progu, kilkoro z nich pisnęło. Uśmiechnęłam się lekko, ludzie to przedziwne kreatury. Ciekawe czy rodzina będzie tęsknić, może troszkę. Potem im to przejdzie. Chociaż mogą się gniewać. Nie zostawiłam im nawet listu pożegnalnego czy czegoś podobnego. Z moich oczu popłynęły łzy ale uśmiech pozostawał na tym samym miejscu.
'Żegnajcie" Szepnęłam i zrobiłam krok do przodu. Dalej jedynie co poczułam był mocny podmuch wiatru i mocny jednak momentalny ból.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję bardzo za poświecenie swojego cennego czasu by tu coś napisać.
Prosiłabym jednak o zachowanie kultury wobec innych komentatorów.
Krytyce rzeczy napisanych w poście mówię duże TAK.