środa, 2 kwietnia 2014

{Śmierć Julii West.} /Również nawiązanie do morderstwa Artemis/

 [...] Wpatrywała się w to co niegdyś było jej najlepszą przyjaciółka. Julia i Artemis były niczym siostry, zawsze razem odkąd się poznały. Obiecały sobie, że uciekną z tego przeklętego miejsca razem...
"Kłamstwa." Rzekła brązowowłosa odrzucając metalowy, zakrwawiony pręt na bok. Ten sam pręt, który parę chwili zatopił się w czaszce Capri. "Dobrze wiedziałaś to, że jesteśmy umarłymi." Oczy Julii przyćmione były szaleństwem, pełne niegdyś ciekawości i szczęścia zielone tęczówki, odbijały teraz czerwony kolor rozlanej krwi i brudną, bagienną zieleń. Wypełnione łzami śledziły każdą ranę zadaną przez nią samą.
 Julia padła na kolana lądując w kałuży czerwonej cieczy, nie przeszkadzało jej to, szczerze lubiła ten kolor - czerwony. "Arti... odwiedzimy festiwal jeszcze raz...?  ...ja... chcę znowu z tobą zobaczyć fajerwerki..." Dziewczyna zaczęła ciężko oddychać  a łzy przysłoniły jej widoczność, chociaż..."Życie jest tak kruche, heh tak łatwo je złamać...zepsuć, ha rozgnieść! Ale przyrzekam ci Artemis Culti! Wyjdę stąd... dla nas dwóch!" Jej głos rozniósł się po ciemnych korytarzach echem.
"Nie wydaje mi się... dziewczyno masz problemy." Brązowowłosa odwróciła głowę ku opierającej się o ścianę dziewczynie. Znajome złote oczy wpatrywały się w nią z żalem i nienawiścią.
"K-Krysia! W-widziałaś to?! Ktoś za-"
"Zamknij łeb, wiem co się stało." Poprawiła swoje okulary i odepchnęła się od ściany, wolnym krokiem zaczęła podchodzić do West. Po drodze stanęła przy pręcie i go podniosła.
"Jesteś szalona West, chora psychicznie... a nie dosyć jesteś umarłą." Para zielonych oczu zaczęła wiercić w niej dziury. 'Zły ruch, muszę przy niej uważać gdy jest niestabilna.'
"Zabijesz mnie?" Głos młodszej przemienił się w szept a usta dziewczyny wykrzywiły się w ironiczny uśmiech.
"Heh, i tak jesteś martwa~!" Coś było nie tak z Krysią, zupełnie jakby nie była sobą... jakby ktoś o podobnym wyglądzie ją zastą...
"Ch-Christine!" Uśmiechając się złośliwie, zdjęła okulary pokazując jasnego, złotego koloru oczy. Oczy inne od jednej z jej przyjaciółek. Oczy które nie posiadały tej samej niewinności jak Krystyna.
To była, chwila... moment jak poczuła uderzenie. Zupełnie jakby coś twardego uderzyło ją w głowę posyłając twardo na podłogę. Ah... tak się właśnie stało. Czuła jak z jej głowy i ramienia wypływają stróżki krwi brudząc wszystko na jej drodze. 'A tak bardzo lubiłam tą bluzkę...' Spróbowała ruszyć bolącą głowę by spojrzeć na swojego oprawcę... Przed nią stała replika Krysi, jednak sądząc po jej drżących dłoniach dzierżących zakrwawiony miecz baseballowy i dużych niewinnych oczach przepełnionych żalem i smutkiem doszła do wniosku, że to była jej Krysia. To było dość śmieszne jak Brown i jej przyjaciółka były podobne, wystarczyły głupie okulary by zaczęła myśleć, że to zupełnie inna osoba.
Życie powoli upływało z dziewczyny ale... ale nie mogła umrzeć!
N... nie mogła... umrzeć...

Ciało dziewczyny osunęło się upadając klęczkiem na powrót do czerwonej kałuży krwi. Razem z nim z oczu Krystyny spłynęły łzy... ostatnia... ostatnia z jej  żyjących przyjaciółek nie żyje... I to z jej ręki!
"Kolejne osoby zginęły... musimy zawiadomić resztę." Dźwięk głosu Christine i stuknięcia butów zostawiły szlochającą dziewczynę samą.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję bardzo za poświecenie swojego cennego czasu by tu coś napisać.
Prosiłabym jednak o zachowanie kultury wobec innych komentatorów.
Krytyce rzeczy napisanych w poście mówię duże TAK.