sobota, 10 maja 2014

/3/ Bezwonne Kwiaty - Kartonowe miasto

 Pomarańczowe promienie spowiły całe miasto przekazując do wiadomości, że niedługo nadejdzie noc. Niebo w odcieniach sepii zawsze zadziwiało Tsubaki, jak coś tak odległego mogło być takie piękne? Ze wzgórza na które mimo pisków Mao udało się wejść padał cały widok na miasteczko. Nie było duże, mieściło się w dole otoczonym trzema pasmami gór. Nie wyglądało nawet na normalne miasto. Wydawało się być sztuczne. Zachodzące słońce zza pasmami gór oświetlało pomarańczowym blaskiem tylko najdalej oddalone domki, większa część znajdowała się w cieniu.
 "Wahhhh jak ty znalazłaś to miejsce!?" Na zardzewiałą barierkę naparła nasza blondynka, w jej niebieskich oczach znajdowały się komiczne gwiazdki.
 'W pomarańczowym jej do twarzy...' Akari nie mogła powstrzymać się od wyobrażenia Tsubaki w jednej z jej bluz owego kolor... tylko bluzie. 'Kaaaah jeszcze moment i zemdleje z nadmiaru słodkości!'
 "Hatsu co ty za rzeczy odwalasz?" Pozbawiona kondycji młoda Ikasaki musiała od razu rozłożyć się na płaskiej nawierzchni dychając ciężko. A widząc dziwne ruchy jakie wykonywała brązowowłosa musiała się spytać. Nie każdy od tak normalnie kręcił tyłkiem na wszystkie strony z dłońmi zakrywającymi i tak widoczny wyszczerz. Dla niej wyglądała teraz jak fangirl. Owy fangirl zareagował następująco -posyłając jej palące wiedźmy spojrzenie, na szczęście wiedźmą była tylko z profesji na jednej ze stron gier RPG.
 "Ale można powiedzieć widok jest powalający..." Haruka oparła się zaraz obok Kazehary, jej oczy spoczywały na przykrytych pomarańczą dachach. "Niby mieszkamy tu od dawna a przegapiliśmy takie wyczepiste miejsce."
 "To nic w porównaniu do szczytu naprzeciw." Czarne tęczówki jak i reszta oczu spoczęła na Takasu, miał na twarzy mały uśmiech a jego ręce trzymał za głową. "Jest tam mała jaskinia w której robiliśmy z Aka kryjówkę jak jeszcze byliśmy dziećmi."
 "Hatsu była kiedyś dzieckiem?! Myślałam, że jest jakąś nieśmiertelną zmorą..." Mao podniosła się z jej legowiska i posłała szeroki jednak też złośliwy uśmiech do brązowowłosej. Ta zrobiła obrażoną minę.
 "A żebyś wiedziała jaką słodziutką dziewczynką była-"
 "Czyli teraz jesteś brzydkim facetem? Ha wiedziałam!" Oczy Takasu wędrowały z pomiędzy nastolatkami, z jednej strony chciał słać podobne złośliwe uwagi ale... W tej chwili nastąpił najgorszy scenariusz jaki mógł wymyślić. Twarz Akariko zrobiła się z lekceważącej na poważną, jej oczy do połowy zmrużone a jej usta ustawione w cienką linie.  Młodsza Ikasaki musiała to również zauważyć ze względu, że teraz siedziała nieruchoma. Przełknęła ślinę i wydukała cicho "P-przepraszam..." Akari uśmiechnęła się niewinnie.
 "Nie musisz przepraszać Maoś ale wiesz takie rzeczy są baaaardzo niemiłe wiesz?" Jej infantylny głos przyprawił brązowooką o ciarki na plecach, niemalże zapomniała jaka ta dziewucha potrafi być. Mogła wyglądać normalnie ale to co robiła z ludzkim umysłem... Martwiła ją ta cała fascynacja Kazeharą, wyglądała na delikatną, łatwą do skruszenia. 'Kiedy już Akariko z nią skończy zostanie z niej pusta lalka.' Nie chciała by to się stało z taką sympatyczną dziewczyną ale też nie mogła nic zrobić.
 "Jezu jak zamierzacie robić takie cyrki przez następne parę lat to ja się wypisuje z tego kółka wariatów." Leniwy głos Itsukiego przerwał tok myślenia siostry, opierał się o konar drzewa z rękoma złożonymi na piersi, niby wyglądał fajnie z tymi całymi efektami ale dla niej to tylko ten sam idiota z którym się zmagała na co dzień.
 "Sam jesteś wariat!" Odparła Mao posyłając serię morderczych spojrzeń jej bliźniakowi, oczywiście zostały one zignorowane. Wiedząc, że nic z sprzeczki z nim wyniknie wyciągnęła z kieszenie komórkę. Stary typ z klapką, z niego zwisała mała zawieszka jakiegoś kotka. Dostała ją oczywiście od jej brata. Spostrzegając mały szczegół na ekranie pisnęła z całej siły powodując ciarki u jej kolegów.
 "Ikasaki...coś nie tak!?" Kucnęła przed nią blondynka z zatroskaną miną. 'Naprawdę jest przemiła..' Reszta także zadziwiona była powodem krzyku.
 "Tutaj nie ma zasięgu!"  Wstała z jej legowiska trzymając urządzenie jakby zależało od niego jej własne życie. Jej całe ciało drżało a twarz wyglądała jakby miały zaraz polecieć łzy. 'Co zrobić? Co zrobić? Co zrobić? Bez połączenia ze światem... Bez internetu...' "Zginę..." Padła na kolana przytulając komórkę do swojej piersi. "Umieram! Moją ostatnią wolę mam pod materacem! Zapamiętajcie mnie kamraci!"
 Haruka stanęła obok kucającej blondynki z zakłopotanym wyrazem twarzy. Miała nadzieje, że jej przyjaciółka wyzbyła się już tego dziwnego zwyczaju.
 "Mao tylko dramatyzuje, w gimnazjum to się często zdarzało..." Zapewniła uśmiechając się przepraszająco.
 "Nie dramatyzuje! Ja tutaj umieeeram!" Brązowooka rozłożyła się na ziemi, delikatnie położyła motorolę obok siebie czule ją głaskając. "Moje ostatnie słowa... Itsuki nie waż się ruszać mojej działki czekolady od wójka." Posłała bratu mordercze spojrzenie i zamknęła oczy na wieki...
 "Skończyła?" Zapytała Akariko wychylając się zza ramienia Haruki. Sprawiło jej to trochę trudności, Atsuki była wysoka w cholerę. Spojrzała na rzekomego trupa znudzonym wzrokiem. 'Ona robi takie rzeczy... często?' Haruka szturchnęła młodszą Ikasaki stopą.
 "Jup, myślę, że już wszystko dobrze... jeśli za pół godziny nie będę mieć mojego najdroższego internetu z powrotem zostaniecie skazani patrzeć na trupa." Nastolatka podniosła się z ziemi otrzepując resztki kurzu z mundurka.
 "Czyli się zbieramy? Ahhhh. Dobry pomysł, zgłodniałem."  Hatsuki zaczął prostować kończyny ziewając lekko. Jego kuzynka spojrzała na niego zirytowana.
 "Ty tylko żresz. Skończysz jako wieloryb..."
"Cho~oodźmy już! Obiecałam, że się z koleżanką spotkam na liv'ie. Przyjdziemy tu w niedziele." Mao szybko zeskoczyła na niższy poziom wyglądając na podekscytowaną. Innym nie pozostało nic innego jak podążenie za nią.
"Bylebyśmy tylko dożyli tej niedzieli."

 Grupkę nieco przeraziły chłodne słowa Akariko. Nie uśmiechała się a jej zmrużone oczy wpatrywały się martwo mały posążek bożka. Miodowo-włosa pierwsza wyrwała się z transu.
 "Hatsu zacznij nosić jakąś czapkę bo cie od słońca coś poprzestawiało." Dziewczyna natychmiastowo się uśmiechnęła głupawo i podrapała po głowię.
 "Droczę się tylko z wami głupki!" Zeskoczyła dziecinnie z jednego stopnia uwieszając się na Takasu. Mimo że reszta odetchnęła z ulgą on wciąż zdawał się być spięty. Nachylił się ku niej.
 "Co ty wyprawiasz" Wyszeptał z zirytowanym tonem. Dziewczyna posłała mu tajemniczy uśmieszek. Pociągnęła go bardziej w dół by sięgał jej wzrostu i wyszeptała kilka słów do ucha.
 Kazehara przypatrywała się kuzynostwu, wydawali się być w tym momencie... dziwni. 
'Zupełnie jakby planowali morderstwo... A co jeśli są jakąś przestępczą rodziną poszukiwanych przez policje?!' Szybko odwróciła się przed siebie wpadając na Itsukiego. Złapała się za jego koszulkę by jakoś nie dać się pokonać grawitacji. Chłopak potoczył się nieco szybciej w dół ale po paru metrach udało mu się utrzymać równowagę. Przekrzywił głowę by spojrzeć na nią.
 "Ja wiem można mnie okrzyknąć Ikemenem Roku ale, żeby dziewczyny na mnie dosłownie leciały..." Blondynka zarumieniła się ze zawstydzenia i puściła go. "Jeśli myślisz, że są poszukiwaną przestępczością to nie licz na to. Pani Hazu to najmilsza kobieta w dzielnicy." Zamrugała parę razy. To było najdłuższe zdanie jakie od niego usłyszała, nie tak, że jej się to nie spodobało, że do niej mówił ale... 
 "Znasz mamę Hazu?" Zapytała bardziej z ciekawości. Praktycznie zapomniała o tym, że jest tutaj bo miała znaleźć informacje o Akari. Itsuki posłał jej lekki uśmiech.
 "Uczyła nas a raczej tylko mnie, grać na pianinie. I przynosi domowe ciasta na festiwale" To ją zdezorientowało, Akariko totalnie nie przypominała tej kobiety. Z tych ciepłych słów o nie wywnioskowała że jest lubianą osobą o typowym matczynym charakterze. 'Może ma geny po ojcu...'
 Kiedy dotarli do głównej ulicy rozdzielili się na trzy grupki. Mao z jej bratem i Haruką pierwsi poszli w stronę domków rodzinnych położonych w lepszej stronie miasta. Ich rodziny były dość zamożne w porównaniu do ich rówieśników. Tsubaki nie miała daleko do apartamentowca gdzie mieszkała z jej ojcem. Był ona jednym z największych budynków tutaj więc nawet gdyby się zgubiła łatwo by dotarła do domu. Kuzynostwo musiało jednak udać się do pokrytej ciemnością częścią miasta. Blondynkę nieco przerażała myśl o życiu w tych okolicach, często słyszała o atakach jakie tam były przeprowadzane. 

Akariko machała do niej swoją prawą ręką uśmiechając się szeroko, jej kuzyn trzymał się wiernie u jej boku. Odmachała jej nieśmiało i sama ruszyła przed siebie nie patrząc już na otaczającą ją scenerie. Jakoś jak ich tu nie było to miasto wydawało się jej być naprawdę... sztucznym.
 Budynki, które mijała były niczym wycięte z tektury i poustawiane wzdłuż ulicy. Barierki przy krańcach plastikowego chodniku były dla niej jak słomki zamalowane srebrną farbą. A sama ulica -papier ścierny.        Dlaczego? Dlaczego widziała to wszystko jakby było zwyczajną makietą stworzoną przez dzieci? Nigdy wcześniej nie patrzała na jej otoczenie pod takim kątem. Ale teraz? Wszystko... było kartonowe. Było... takie sztuczne. Pomarańczowe niebo powoli przemieniało się w fiolet i zaraz potem granat. Teraz te kolory również były sztuczne, niczym tekturka pomalowana niechlujnie farbą. 
'Powinnam się pospieszyć, tata się będzie martwić.' 

 "Takasuuu, zanieś mnie!" Parę ulic dalej do swojego domu szło kuzynostwo... a raczej Akari uwieszała się na ramieniu kuzyna. 
"Jeszcze odrobinę Aka. "Odrzekł delikatnym tonem. Zupełnie niepodobnym do tego którego stosował przy jego nowych kolegach. "Hej..." Spojrzała na niego. Chłopak wskazał na jej lewe ramię. "...jeszcze boli?
"Heh, bardziej spodziewałam się wywodu o mojej nietolerancji do ludzkiego życia albo pytań skąd mam tą cholerną szramę..." Uśmiechnęła się pod nosem posyłając mu rozbawione spojrzenie. Hazuki wywrócił oczami.
"Nie ma po co pytać bo i tak znając życie skłamiesz." Jego kuzynka była dobrą kłamczuchą i przekonał się o tym parę razy na własnej skórze.
"No to zamknij pyszczek i mnie zanieś sługo!"

Mao była pogrążona w myślach. Nie mogła od tak pozwolić Hatsu zniszczyć Tsubaki. Blondyna była zbyt... zbyt... blondynka przypominała ją kogoś kogo nie wyrwała ze szponów piwnookiej. Zacisnęła pięści na wspomnienie tej osoby.  
"Znowu myślisz o niej?" Westchnęła i spojrzała spod byka na Atsuki. Zapewne myślała o tym samym co ona.
"Kazehara nie jet taka słaba jak się ci wydaje. Poradzi sobie." Itsuki położył dłoń na jej głowie. Mimo chciał być dobrym starszym bratem w tym momencie sam był lekko zdołowany. Niebieskooka przypominała mu również tą osobę. I to ich bolał. Całą trójkę. 
"A co jeśli nie wytrzyma!? A co jeśli skończy jak... jak..." Łzy poleciały z jej oczu. "Nienawidzę Hatsu nawet jeśli to nie jest jej wina, że... Nie chcę by Kazehara skończyła tak samo! Nie chcę uczęszczać na kolejny pieprzony pogrzeb! " Kopnęła pobliski śmietnik przewracając go. 
"No to na to nie pozwólmy." Dwie pary podobnych brązowych oczu spojrzała na Harukę. Jej uśmiech nie był taki sam, był wymuszony. Jednak w jej oczach widać było determinację. I to dawało im nadzieje. Mao uśmiechnęła się do przyjaciółki i cicho przytaknęła.

wtorek, 22 kwietnia 2014

/2/ Bezwonne Kwiaty - Klasa 1A

 Po powrocie do szkoły od razu zostały skrzyczane przez nauczycieli, mówili coś o braku dyscypliny i niesieniu hańby na imię liceum. To nie tak, że nasza brązowowłosa heroina ich słuchała, słyszała takie gadki wiele razy w gimnazjum kiedy coś tam przeskrobała albo podpaliła. Cała sprawa skończyła się jak Tsubaki pokazała im wszystkim załzawione oczy i słodką minkę godną anioła.
 Mówiąc szczerze Akariko wciąż by twierdziła, że niższa jest aniołem gdyby nie ten dumny wyraz twarzy zaraz po wyjściu z gabinetu dyrektorskiego. Ta aktualnie zaskoczyło ją całkowicie, do tej pory myślała, że Kazehara to dobra dziewczynka z dobrego domu... wciąż tak myśli ale jednak jej nowa koleżanka pokazała rogi.
 "Podaj piłkę jełopie!" Hazu nienawidziła lekcji wychowania fizycznego z wielką pasją. Nie, że miała jakieś braki, to przez ludzi z jakimi dane było jej grać. Miała dobre jak i nie najlepsze wyniki pośród dziewczyn z jej rocznika, ale w tym tkwił jeden problem. Tutejsze dziewczyny, albo większość z nich nie miała pojęcia czym jest sport. Wolała mierzyć się z chłopakami, pozwalali jej na to w poprzedniej szkole ale tutaj trener twardo powiedział 'tylko byś ich rozpraszała tymi bojlerami' skończyło się tym, że piłka od koszykówki przypadkowo trafiła w jego głowę przewracając go na ziemię i powodując wstrząs mózgu. Kiedy tylko czarno-biała piłka poturlała się pod nogi podprowadziła ją parę metrów pod bramkę i podała do jednej z niewielu osób, która miała jakiekolwiek pojęcie o piłce nożnej - Atsuki Haruce. Krótkie ciemnozielone włosy przysłoniły niebezpieczny błysk w oku nastolatki, z gigantycznym uśmiechem posłała piłkę jednym mocnym kopnięciem w sam róg bramki niemalże trafiając w twarz bramkarki opierającej się o metalową część mocowania. Widząc to, że prawie skrzywdziła koleżankę z klasy duże czarne oczy rozchyliły się z przerażenia. Z siedem metrów zza nią Hazu zaczęła się cicho śmiać pod nosem. Lubiła Harukę, miała wyluzowany charakter i wszystko przyjmowała z uśmiechem ale kiedy dochodziło co do czego robiło się z niej straszne strachajło.
"Wah! Zabić mnie chcecie!" Spóźniona reakcja innej nastolatki stojącej pod bramką wywołał jeszcze większy wybuch śmiechu u brązowowłosej. Ikasaki Mao- osoba która jest wręcz uzależniona od technologii, to by tłumaczyło komórkę w jej ręce i totalne rozkojarzenie na lekcji w-f'u. Nie jest typem sportowca bardziej woli się zamknąć w pokoju i oglądać filmiki na internecie albo się stroić. Miodowe włosy opadały na plecy a prosta grzywka zwisała tuż nad jej mocno podkreślonymi czarną kreską brązowymi oczami. Makijażem udawało jej się chować worki pod oczyma i rodzinnie dziedziczone piegi.
 Przytulała do swojej piersi komórkę patrząc się wielkimi oczyma na dwie dziewczyny przed nią. Obydwie znała z gimnazjum... no może jedną, o drugiej tylko słyszała mnóstwo plotek.
" Nie tyle co cię zabić jak odebrać ci szczęście."
"Nie waż się Hatsu, tkniesz moje dziecko palcem, palca potem mieć nie będziesz." Mao i Akari znały się tylko z plotek noszonych przez inne dziewczyny i wspólnej ucieczki ze szkoły kiedy to lekcje się im znudziły. Ale na tym się kończyła ich znajomość.
"Moje nazwisko to Hazu." Chociaż do tej pory nie potrafiły zapamiętać swoich imion. Pamiętała imię bliźniaka Mao, kojarzyło jej się z imieniem bohatera opowiadania które kiedyś czytała. Ten bohater był dupkiem i nie grał ważnej roli ale jakoś go polubiła.
"Gdzie wy zdobyłyście takiego skilla?!" Akariko uśmiechnęła się w stronę trybunów gdzie z dwoma innymi nastolatkami siedziała Tsubaki, jej usta rozchylone a w jej oczach tańczyło zachwycenie. Hazu wydawała jej się w tym momencie taka... zwyczajna. Dziwna, irytująca ale... zwyczajna. Patrzała na wielki uśmiech zdobiący twarz piwnookiej, taka beztroska.
"Oi  Hazu przestań flirtować i wracaj do gry!" Wrzasnęła inna członkini drużyny stojąca na ataku. Długie różowe włosy splecione były w jeden gruby warkocz a złote oczy spoczywały na postaci naszej bohaterki. Na twarzy Akari pojawił się mały, ledwo widoczny rumieniec.
"Zaraz... flirtować?" Blondynka spłonęła czerwienią i ze wstydu schowała twarz w rękawach swetra. Samo to, że jej koleżanki Aoi i Mika zaczęły chichotać pogarszało sprawę. Zaczęła machać dookoła ręką by je jakoś spłoszyć.
"Naucz się odróżniać przyjazną rozmowę of flirtowania Nanaś albo nigdy nie znajdziesz sobie chłopaka."
 Burknęła głośno odwracając się do różowowłosej . Przeklęła w myślach, że ona też przyszła do tego liceum.
 Pamiętacie 'młodszą siostrę' z którą się droczyła w gimnazjum? To ona we własnej osobie -Kasatsu Nana.  Na złość przypadło, że jest wnuczką dyrektora  i aż MUSI tutaj uczęszczać... Od pewnego czasu nie były w dobrych stosunkach. "Bez obrazy Tsusia, jesteś super słodka i takie tam ale nie płynę tym prądem." Jej ekspresja z zirytowanej zmieniła się na wesołą kiedy wróciła do konserwacji z blondynką. Zaskoczyło to Kasatsu, znała tą dziewczynę bardzo dobrze, była jej ofiarą. Hazu to drapieżnik, niebezpieczny typ o niebezpiecznych tendencjach. A tutaj? Jedna blondynka zmienia ją w coś podobnego do szczeniaka robiącego wszystko co właścicielka każe. Kim ona w ogóle była, że mogła zbliżyć się do Hazu tak blisko? Ona sama próbowała lata co przyniosło jej tylko upokorzenie.
 Kopnęła piłkę w stronę jej ex-oprawcy, ta na szczęście... 'nieszczęście, głupia!' poprawiła się w myśli. Ta na nieszczęście uchyliła się by przedmiot poleciał dalej i uderzył o siatkę ochronną. "Próbuj dalej pinki może ci się kiedyś uda." Dlaczego w jej głosie była tyle chłodu? Gwizdek nauczycielki oznajmił by poszły do szatni, Nana nie odezwała się ani słowem.

 Akariko była świadoma tego, że Kasatsu ją obserwowała. Niektóry jej to gadał, że to od uczucia i takich tam ale jej to nie obchodziło. Skończyła z nią w dniu w którym złotooka skłóciła ją z lokalnym gangiem. To nie było miłe zostawić ją biedną na pastwę dwumetrowych goryli. Odrzuciła koszulkę za siebie trafiając w twarz Mao, jej mina była przekomiczna, nie mogła nie wybuchnąć śmiechem.
"Tak bardzo zabawne. Ale teraz bierz tą przepoconą szmatę z daleka ode mnie." Warknęła podnosząc materiał dwoma palcami i odrzucając w heroinę.
"Heeej psikałam się dzisiaj śmierdzielem!"
"Hazu jest strasznie szczerą osobą, huh?" Piwne oczy spojrzały na jedną z dziewczyn z jakimi zadaje się Tsubaki... jak tam miała na imię? Ani?Aoi? Nie wydawała jej się nadzwyczajna w jakimkolwiek procencie więc szybko o niej zapomniała. Uśmiechnęła się szeroko i nachyliła do przodu wypinając piersi, podkreślmy to, że wciąż stała w samej bieliźnie.
"Za to mnie ludzie kochają słonko!" Strzeliła pozę modelki chichotać pod nosem, w tym samym momencie o szatni weszła Kazehara.
"Ubrałabyś się!" Pisnęła na wyjściu zakrywając oczy dłońmi, jej policzki paliły się z zawstydzenia.
"Oj dobrze wiem, że to lubisz~" Niższa dziewczyna spłonęła jeszcze większym rumieńcem i jąkając jakieś niewyraźne słowa wyciągnęła Aoi za ramię z szatni. Hazu wyglądała na nieco zawiedzioną reakcją koleżanki. "Chyba ją spłoszyłam..." To spowodowało wybuch chichotów u innych przebierających się nastolatek.

 Spóźnienie się na pierwszą lekcje w drugi dzień szkoły nie było od początku planowane, miała nadzieje, że to nie stanie się rutyną. Zostanie porwaną przez Kasatsu również nie było planowane. Czy ona miała jakiś baner z napisem 'porwij mnie'? Stała teraz przed różowowłosą oko w oko, wyglądała na zdenerwowaną kiedy tak na nią patrzała pod pewnym kątem. Skreślcie to, złote oczy prawdę mówiąc wierciły w niej dziury.
'Tak, jest zła.'
"To... dlaczego nie ma nas na lekcjach Kasatsu?" Zapytała nieśmiało. To nie tak że się jej bała... dobra ta dziewczyna cholernie ją przerażała. Jej aura aż krzyczała 'kłopot', nie tak bardzo jak to jest z oczami Hazu ale jakieś niebezpieczeństwo w tym było.
"Kim ty jesteś?" Ciężki głos niemalże bił ją po policzkach. W takim prostym jak i nie banalnym pytaniu było tyle złości. Zrobiła coś złego? Teraz będzie potępiana do końca nauki w tej szkole? Przełknęła nerwowo ślinę, jej spojrzenie stało się kruche, strachliwe. Zupełnie jakby mała się za chwilkę rozlecieć na kawałki.
"Um... Kazehara Tsubaki..."
"Nie oto mi chodzi!" Skuliła się przylegając plecami do ściany. Zawsze... zawsze musi się znaleźć ktoś kto uprzykrzy jej życie. Miała nadzieje, że tutaj zacznie od nowa... ale to tylko jedno wielkie kłamstwo. "Owinęłaś sobie Hazu dookoła palca razem z resztą tych pustych lalek, które zawsze się wokoło ciebie. Lata... lata zmarnowałam by ona mnie zauważyła A ty... ty tylko przychodzisz i od tak machasz nią na prawo i lewo!" Chodziło o uwagę jaką Akariko jej dawała? Tylko o to? Przecież nic takiego nie zrobiła, spotkały się tylko przypadkiem wczorajszego dnia!
'Ale banał, takie sytuacje nie dzieją się tak szybko w normalnym życiu!' To nie tak, że jej nie lubiła, można to nazwać tolerancją i niczym więcej.
"N-Nie zrobiłam tego specjalnie... to ona wybrała moje towarzystwo." Jej głos był cichy, nieco piszczała ale można to było zaliczyć pod kategorią szeptu. To ze strachu jaki odczuwała wobec Kasatsu? Bała się jej aż tak bardzo?
 Dziewczyna naprzeciw uśmiechnęła się gorzko jej oczy odzwierciedliły coś dziwnego... współczucie? Złość? Coś na pograniczu tych dwóch uczuć, pomieszane z kpiną.
"Czyli Akari zrobiła sobie z ciebie swoją zabawkę?" Zabawkę? Ręka różowowłosej niebezpiecznie zbliżyła się przez co zamknęła mocno oczy. Zamiast uderzenia poczuła dłoń przesuwającą się po jej policzku. "Biedna...wiesz, że kiedy przestaniesz być taka słodziutka i interesująca to odrzuci cię jak jakiegoś śmiecia? Taka jest prawdziwa Hazu Akariko. Jesteś dla niej niczym więcej jak tylko rodzajem rozrywki." Blondynka nie mogła uwierzyć w te słowa. Fakt znała Akari niecały jeden dzień, to strasznie mało ale jedyne co o niej wywnioskowała to, że jest niczym duże dziecko. A nie, że jest osobą krytyczną bawiącą się uczuciami innych. Ikasaki sama mówiła, że jest gorsza od rozpieszczonego dziecka.
"Kłamiesz." Jej cichy głos przerwał ciszę pomiędzy obydwiema dziewczętami nieco zadziwiając złotooką.
"Mów jak chcesz... ciebie też wyrzuci po pewnym czasie... jak to zrobiła ze mną." Została sama pod oknami jednej z pustych klas próbując przekonać samej sobie, że słowa Nany to jedynie kłamstwa.
"Oi~! Tsusia idziesz czy nie?! Załatwiłam ci spóźnienie w dzienniku!" Zdziwiona infantylnym głosem podniosła głowę do góry aby spojrzeć na drugie piętro sąsiedniego budynku. Z tamtejszego okna wychylała się znajoma uśmiechnięta twarz. 'O-Ona widziała nas?!' Nie pozostało jej nic jak tylko ruszyć ku wejściu i wracać na lekcje.

 Nie została skrzyczana przez nauczyciela jak dzień wcześniej, w zamian została zapytana czy już czuje się lepiej i otrzymała oczko puszczone od Hazu. 'Ona się mną bawi?' Usiadła w swojej ławce i otworzyła zeszyt na byle jakiej stronie jej myśli wciąż skupiały się wokół piwnookiej. Wyglądała na normalną osobę, irytującą ale normalną. Odwróciła głowę w bok aby spojrzeć na naszą heroinę, dziewczyna zawzięcie wciskała przyciski w komórce, którą chowała za rozłożonym zeszytem. 'Zupełnie jak każda inna nastolatka...' Może była typem tej laluni, która czerpała zyski ze znajomości. 'Nie, nie zyskałaby niczego ode mnie. Poza tym jest za głupia by ją te snoby polubiły.' Na moment piwne oczy spotkały się z błękitnymi, zamrugała parę razy po czym pomachała do Tsubaki z małym aczkolwiek bolesnym uśmiechem na twarzy. Blondynka szybko odwróciła głowę tylko by uchwycić gniewne spojrzenie Kasatsu. Siedziała przed nią w rzędzie obok. Kazehara poruszyła ustami nieuważnie jakby chciała wypowiedzieć jedno słowo, słowo które złote oczy zrozumiały i które wprowadziło ją w jeszcze większy gniew.
'Zazdrosna'
 Kasatsu Nana była zazdrosna o uwagę Akariko. Dlaczego dopiero teraz to skojarzyła? Niby nie wyglądała jakby były w dobrych stosunkach ale...
 Kasatsu Nana była zazdrosna o uwagę Akariko bo...? Bo co? Kochała ją? Była typem 'senpai zauważ mnie'? To było dla niej zagadką, wtedy mówiła, że Hazu 'bawiła się nią', tak jak teraz się 'bawi' z nią samą. Kolegowały się? Przyjaźniły? Coś się pomiędzy nimi stało? Spisała pytania na końcu zeszytu. Jedynym wyjściem na odgadnięcie co się stało było tylko jedno, trzeba przepytać Mao.
 Dzwonek przyniósł wielką ulgę uczniom. Co jak co może był drugi dzień szkoły ale niektórzy już chcieli się uwolnić. Wśród nich była Akariko. Szkoła była strasznie nudna, cała ta socjalizacja i pochłaniane energii, monotonia dni dzieciństwa była... szara.
 Zastanawiało ją co Nanaś chciała od Tsusi. Tak, widziała przez okno jak pinki zaciągnęła niższą pod ścianę i z gniewną... bądźmy szczerzy -wściekłą miną coś tam do niej gadała. To nie tak, że ich śledziła, to nie jej wina, że ma ławkę przy oknie i, że Nanaś ma staromodny styl wybierania miejsc do męczenia innych. 
 Zaczęła pakować jej rzeczy do torby, nie miała dziś zbytnio dobrego dnia a na dodatek zarobiona wczorajszego wieczoru rana ją niezmiernie piekła. Dlatego właśnie nie cierpi się włóczyć nocą po mieście. Złapała się za lewe ramie czując bandaże ukryte pod koszulą. Miała wiele rzeczy do ukrycia, to prawda, nie chciała by ludzie tutaj poznali inną stronę jej osobowości. 
 Gdyby nie to ramię dawno wezwałaby Nanaś na rozmowę, dobrze widziała strach, który przewijał się przez Tsubaki i to ją zdenerwowało. Nie lubiła się gniewać, nie powinna -tak zalecił jej lekarz na zeszłorocznej wizycie ale kto by się słuchał takiego starego dziada.
 "Um Hazu, wszystko w porządku?" Spojrzała na postać jednej ze znajomych Tsusi -Aoi. Tak, jakoś zapamiętała jej imię, czuła się przez to w jakimś procencie dumna. Szybko oderwała dłoń od jej ramienia i uśmiechnęła się uspokajająco.
"Tak, tak! Wiesz tyle tych rzeczy w torbach nosimy, że garbów dostaniemy." Aoi odwzajemniła uśmiech i została zgarnięta przez drugą ze znajomych Tsusi której imienia akurat nie zapamiętała. Westchnęła ciężko 'Tsusia musi sobie znaleźć lepszych przyjaciół.'
"Akariko idziesz?" Zza niej wyszedł Takasu z obojętną miną, jego oczy zatrzymały się na chwilę na zabandażowanym ramieniu. 'Znowu sobie coś zrobiła.' Pomyślał jednak nie przejął się tym za bardzo, tak sobie próbował wmówić. Takasu równie dobrze można nazwać 'klonem' Akariko ale to przezwisko wymyślone dla bliźniąt Ikasaki. Byli kuzynostwem od strony jej matki i od pewnego czasu Hazuki Takasu mieszkał razem z resztą jej rodzinki. Jak już wspomniano byli niczym klony, różniła ich płeć, długość włosów i kolory oczu. Kiedy to jej były mieszanką brązu i zieleni jego pozostawały niebieskie. 
"Oi Hatsu chcesz się gdzieś powłóczyć? Hatsuki też może."  Na ich drogę weszła Mao z Haruką uwieszoną komicznie na jej ramieniu. Jej bliźniak stał parę metrów dalej oparty o ścianę.
"Ile razy mam ci powtarzać klonie to jest Hazu/Hazuki!" Odpowiedziało kuzynostwo w zupełnie tej samej chwili. Takasu użył obojętnego tonu głosu aczkolwiek Akariko wydarła się na całą klasę.
"W tym przypadku to wy jesteście klonami." Itsuki -bliźniak Mao podszedł do nich z leniwym uśmiechem, niby byli tacy sami a przerastał siostrę o całą głowę i pół.
"Ano... mogę się przyłączyć?" Do piątki odeszła Tsubaki z nieśmiałym uśmiechem, aby wyciągnąć coś z Mao musiała się do niej zbliżyć tak?
"Jasne Tsusia!" Kupa brązowych włosów uderzyła Takasu w twarz a jego kuzynka poleciała na niską blondynę przytulając ją mocno. 
"Nie ciebie się pytałam!" Pozostała czwóra roześmiała się powodując jeszcze większy hałas w prawie pustej klasie.

czwartek, 17 kwietnia 2014

-fetysz-

 Czasami zastanawiała się jak to jest czuć ból przecięcia się czymś ostrym. W jej myślach odbijały się obrazy na których brała przykładowo cyrkiel czy nóż i w miejscu pomiędzy nadgarstkiem a łokciem przebijała skórę tworząc pionową linie. Wypływająca krew nie byłaby zmarnowana, zlizałaby ją.
 Sam ten widok w jej myślach przynosił o dziwo pewien rodzaj satysfakcji, mogli nazywać ją sadystką czy masochistką ale to przynosiło jej przyjemność. Rozejrzała się po klasopracowni, wiele twarzy, które uważały ją za stereotypową dobrą dziewczynkę, uwielbiana przez osoby starsze i nauczycieli taka zawsze się podlizująca, zawsze siedząca sama... zawsze sama.
 Ciekawe co by się stało gdyby dowiedzieli się o jej małym fetyszu... gdyby się dowiedzieli jak jest naprawdę.
 Nie chcąc robić wielkiego rozgłosu wśród innych nie porywała się na większe samookaleczenie czy ukazywanie jej drugiej 'ja', na razie musiała zadowalać się 'przypadkowymi' przecięciami na jej dłoniach i małymi siniakami od jej upadków i obić o 'przypadkowo' niezauważone przedmioty. Każdy myślał, że była niezdarna i wiecznie siedziała we własnych myślach.
 Fakt, w myślach przesiąkniętych sadyzmem i wonią rozlanej krwi, jej własnej czasem czyjejś innej. Ważne, że dane jej było zadawać te ciosy.
 Zaznaczyła mały iks na wewnętrznej stronie dłoni, w jej myślach w tym miejscu wbity był już długopis, poruszany w przód i w tył powodował coraz większy rozlew czerwonej cieczy. Z jej ust wybiegł cichy chichot. Smuciło ją to, że nie mogła zrobić tego w prawdziwym świecie ale nie miała na tyle siły by przebić na wylot jej dłoń zwyczajnym długopisem. Pozostało tylko porwać się jej myślom gdzie jej ciało już nie raz było przeszywane przez obiekt dając ten przyjemny rodzaj satysfakcji .
 Coraz więcej dziewczęcych chichotów wydobyło się z jej ust, naprawdę musiała być jakąś masochistką.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

/1/ Bezwonne kwiaty

 Ludzie mówią, że liceum oznacza rozpoczęcie życia szkolnego na nowo. Mówią, że wtedy zaczynamy wszystkie znajomości na nowo, całą popularność zbiera się od zerowego punktu. Podobnie jest z nauką... Nie ważne co zrobiło się w poprzednich szkołach tutaj było się osobą z czystą kartoteką.
"Kłamstwa." Oznajmiła nasza heroina kopiąc kamień leżący u jej stóp. Na jej ustach znajdował się dziarski uśmieszek, zupełnie jakby nie przejmowała się, że goni za nią grupka delikwentów z jej starej szkoły.

 Wychyliła głowę zza drzewa, które wybrała na miejsce ratunku. Widząc, że jeszcze nikt nie wpadł na jej trop odetchnęła z ulgą i padła na ziemię. Oparła się plecami  o pień odrzucając torbę na bok. "Wszystko to kłamstwa." Przeczesała palcami krzywo ściętą grzywkę, wydawała się być zborem kilku postrzępionych pasków opadających na czoło dziewczyny, każdy z nich jak i reszta włosów miał kolor ciemnego blondu podchodzącego pod brąz. Zmęczone piwne oczy patrzały w jakiś punkt naprzeciw. "Chciało się pójść do akurat tego liceum..." Mruknęła i nabrała powietrza, bieganie strasznie męczyło... i psuło ubrania ...i fryzurę.
 Dłońmi poprawiła kucyk spięty na tyle jej głowy, nie cierpiała długich włosów ale jej rodzina była straszliwie tradycyjna. Czasem miała dosyć paplaniny matki o byciu przykładną młodą damą, wychodzeniu za mąż za jakiegoś gentlemana... Nienawidziła tego. 
 Wstała z ziemi otrzepując kurz ze spódniczki, je akurat lubiła. Mogła być chłopczycą ale ubierać się w takie ciuszki to kochała.Często słyszała komentarze o jej rewelacyjnym sposobie ubioru, ponoć za dużo odsłaniała. Spojrzała na swój lekko uchylony dekolt, 'Nie jest tak źle...' Pomyślała rozluźniając jeszcze bardziej czerwony krawat zwisający wolno z jej szyi.
 Pierwszy dzień w nowym liceum a już musiała narobić sobie wrogów... To nie tak, że narobić, z nimi była w takich stosunkach już w gimnazjum. Ponoć ubliżyła młodszej siostrze jednego z nich czy coś. Nie obchodziło ją to za bardzo więc szybko o nich zapomniała. Teraz jakoś się im to przypomniało, że coś spieprzyła.
 Sięgnęła po swoją torbę, przyczepiona do niej była mała figurka duszka. Parę sekund potem zabrzmiał dzwonek oznajmujący rozpoczęcie lekcji.
 "Jezusiu gdybym mogła tak nie pójść na tą pierwszą lekcje~" Powiedziała lekkim tonem rozmyślając czy pójść czy jednak nie. Wzruszyła ramionami i spróbowała wyjść z ukrycia. Niemalże wylądowała na twarzy kiedy to jej stopa utknęła w jednym z krzewów. Czy wspominała, że też nie cierpi natury? Kopnęła zielony krzak mając zamiar jakoś uwolnić jej stopę z sideł roślinki jednak nie dawało to rady. "Szlag jego mać, uduszę cie cholerny chwaście...-BAM" 
 "M-Moja głowa..." Zamrugała parę razy. Nie wylądowała na ziemi, nie, to było miękkie, to wydawało dźwięki. Nie tak, że dźwięki, był to cienki słodki głosik jaki czasami spotykamy przy heroinach z anime albo bajek. Piwne oczy otworzyły się szeroko w momencie realizacji, że to na co spadła to człek i spojrzała na osóbkę, która zamortyzowała jej upadek. 'D-Dziewczyna?!' Osóbka ta była drobna, co najmniej niższa od niej samej o głowę. Blond włoski włoski pozaplatane były w dwa luźne warkocze i opadały na jej ramiona, parę kosmyków leżało luźno jakby zapomniała ich wpleść. Mała dłoń z różowymi tipsami przecierała załzawione oko. Drugie było lekko otwarte  ukazując śliczny niebieski kolor. Naszej bohaterce przypominał on mieszankę między błękitem a zielenią 'To kurde człowiek nie jest!'  To było niemożliwe aby coś tak słodkiego jak postać pod nią była zwyczajnym człekiem. Była za słodka na to, o wiele za słodka, dorównywała szczeniaczkom. Nosiła ten sam mundurek, na niego składała się biała koszulka i ciemnoczerwona spódnica. Jednak nie nosiła tego samego krawatu czy chociaż wstążki zamiast tego na jej ramionach leżał o wiele za duży sweter beżowego koloru. Jej nogi pokryte były czarnymi rajstopami.
"Um...ano... możesz ze mnie zejść? Zgubiłam soczewkę a lekcje się już zaczęły." Brązowowłosa szybko zeskoczyła  lądując z dwa metry dalej dając więcej przestrzeni osobistej blondynce. Ta zaczęła patrzeć po ziemi w poszukiwaniach zagubionego fantu.
"Masz go na ramieniu." Pokazała kciukiem szczególne miejsce na swoim ramieniu. Nieznajoma przesunęła ręką po materiale swetra odnajdując zagubioną soczewkę, odetchnęła z ulgą.
"Dziękuje! Jestem Kazehara Tsubaki z klasy 1-A!" Oznajmiła melodycznym głosem uśmiechając się lekko, o dziwo naszej heroinie wydawało się, że widzi kwiatki i króliczki w tle. Wtedy realizacja w nią uderzyła...
"Też jestem w 1-A! Hazu Akariko rząd czwarty miejsce drugie, dziwne, że cię wcześniej nie zauważyłam... może to dlatego że jesteś taka niska." Zaczęła się mądrze drapać po brodzie wlepiając oczy w blondynkę, co ją jakoś zdenerwowało.
"Hej nie jestem ni-!"
"Dobra, i tak jesteśmy spóźnione..." Spojrzała na Tsubaki z dziwnym błyskiem w oku. "Chcesz opuścić pierwszą lekcje?" Ignorując wszelkie zaprzeczenia niebieskookiej złapała ją za nadgarstek i pociągnęła ją w stronę bramy głównej. "Znam świetną kawiarnie gdzie nikt nas nie złapie! I mają tam dobre ciacha." Błękitne oczy spojrzały z lekkim powątpiewaniem na wielki uśmiech na twarzy Akariko... może nie jest taka zła na jaką wygląda z tym wyzywającym strojem. Teraz spokojnie dała się prowadzić przez miasto zapominając o tym, że ma lekcje.

 Dobra to był jeden wielki błąd. Blondynka patrzała nieco spięta na kubek i talerz z kawałkiem sernika postawiony przed nią. Napój był bardzo słodki ale jej to nie przeszkadzało, nie powodowało tej tensji. Nie. Takie odczucia dawała dziewczyna siedząca po drugiej stronie stolika. Cofała to co mówiła o Hazu. Ta dziewczyna nie jest na tyle zła co denerwująca. Strasznie rozgadana i irytująca. Na twarzy dziewczyny zwisał dziarski uśmieszek oznaczający tylko jedno -kłopot. W jej dłoniach widać było kubek gorzkiego czekoladowego mleka.
"Więc Tsukiś z jakiej szkoły przyszłaś?"
"Proszę nie nazywaj mnie tak." Piwnooka zaśmiała się głośno i oparła lewą rękę o stolik.
"Naprawdę jesteś słodka wiesz? Trochę głupawa i nierozumiejąca tego co ją otacza ale słodziutka." Kazehara miała ochotę wstać i wyjść, ta dziewczyna naprawdę była irytująca.
'Przygarniał kocioł garnkowi...' Odchrząknęła i napiła się napoju, słodki smak wprawdzie przyprawiał ją o mdłości ale nie mogła odmówić czegoś tak intensywnego. Mimo że wyższa dziewczyna przyprawiała ją o poczucie niebezpieczeństwa... fajne było poznać kogoś nowego.

niedziela, 6 kwietnia 2014

-jedna z nich tutaj umrze-

 Jej oczy wyrażały tylko jedno gdy patrzały na postać kobiety przed nią -wściekłość. Nie widziała Aoi przez dwa lata. Przez dwa cholerne lata żyła zemstą i smutkiem... Ale teraz, teraz miała szansę. W miejscu gdzie AOI powstała mogła ją zniszczyć. Pomścić jej przyjaciół i rodzeństwo.

 Aoi zmieniła się, mimo wiecznego ciała nastolatki wyglądała tak dorośle. Zawsze ubierała się staro ale i wówczas wyglądała olśniewająco. Jak ktoś taki jak ona mógł... mógł...
 "Naprawdę jesteś problematyczna...: Ułożyła elegancko lewą dłoń na biodrze, przez napór wiatru jej włosy tworzyły puszysty pióropusz przypominający lwią grzywę albo łeb kobry. Jej oczy jadowicie zielone wpatrywały się znudzone  postać Anny. Na chwilę odwróciła się ku niskiej postaci siedzącej na  progu pozłacanego okna owa postać uśmiechnęła się parszywie, w jej oczach tańczyło zaciekawienie.
 "Matko pozwól, że się nią zajmę." Rzekła beznamiętnie, jej ślepiami powracając na osobę rudowłosej. Coś wewnątrz niej krzyczało 'Nie rób tego! To Anka, nie pamiętasz?!Twoja- Nasza najlepsza przyjaciółka!' Ale... co innego miała zrobić jak nie zignorować? Nie przed jej matką, mistrzynią.
"Aoi..." Głos Anny drżał, nie ze strach ale gniewu i desperacji. Anna ta ruda idiotka uzależniona od wybryków, pierwsza, która pierwsza ją  zaakceptowała. Anna, która teraz pragnęła ją zabić. Heh.
 Ironia, pacyfistka, która wmawiała jej, że nie jest potworem sama stała się drapieżcą.
 Jej oczy przypominały ślepia lwicy kiedy ktoś zamierzał zrobić coś jej młodym. Aoi w tym momencie wiedziała...
...wiedziała, że jedna z nich tutaj umrze.

-ona go widzi-

 Jego uśmiech był smutny, wymuszony. Nawet jeśli kąciku ust podnosiły się ku górze to jego oczy wyrażały rozpacz. 
Ah, a więc to tak. Ukrywał swoje prawdziwe emocje za gigantycznymi uśmiechami. Wprowadzał innych w iluzję, iluzję, że tak naprawdę wszystko z nim w porządku. Jak smutno.
Ona to widziała, obserwowała go z daleka. Przypatrywała się każdemu poczynionemu ruchowi. W przeciwieństwie do innych przejrzała tę maskę już dawno temu. I pokochała to co znalazła za nią. 
 A nawet jeżeli jej nie zauważał, nawet jeśli była tylko koleżanką z klasy, nie obchodziło ją to. Póki mogła go widzieć, póki mogła dostrzec jaki jest za tym wielkim uśmiechem jaki non stop trzymał na tej delikatnej twarzy, to jej wystarczało.
Ponieważ go widziała kochała.

-pokój najmłodszej z rodzeństwa- /male reader insert/

 Pokój najmłodszej z rodzeństwa przyprawiał o gęsią skórkę. Napawał każdą duszę strachem. Przynosił nie pokój dla osób które tam wchodziły.
 Na ładnie odkurzonych, drewnianych półkach stały dziesiątki lalek, pluszaków, zabawek. Wszystkie po kolei patrzały na ciebie swoimi wielkimi oczyma z góry, jakby krytykując, na ich twarzach siedziało wtedy obrzydzenie. Oczywiście ich właścicielka uważał je za najsłodsze rzeczy na świecie. Na przeciw wejścia stało okrągłe łoże z gigantyczną ilością puchatych poduszek odzianych w satynę.  Całe pomieszczenie nie posiadało okien, oświetlane było przez kilka świeczników poustawianych różnie po pokoju.
 Miękki srebrno-czerwony dywan zdobił marmurową podłogę, na nim porozrzucane drewniane klocki i plastikowe samochodziki.
 Normalnie ktoś by powiedział, że należy do kogoś z wysokiej klasy. Ciebie jednak ten pokój przerażał. Całe miejsce ogarniał chłód. Szklane oczy praktycznie paliły dziury w twoich plecach. Jednak te lalki nie były najgorszym co tu cię spotkało, nie... tu chodzi o właścicielkę.
"Oh braciszku przyszyłeś się pobawić?" Twarz jedenastoletniej dziewczynki oświetlana była przez świecę, zachowując część szerokiego dziecięcego uśmiechu w cieniu. Oczy podobne tym szklanym od cholernych lalek spoczywały na twojej sylwetce.
 Kiedy już jesteś z nią sam na sam w tym pokoju. Nie ma już powrotu.
"Bra-ci-szku [imię] po-baw-my się~"

-sok pomarańczowy- /shounen ai/

 Nikiemu było świadome uczucie jakim darował TEGO chłopczyka z niższej klasy. Cholera! Nawet nie zna jego imienia! Podoba mu się to fakt ale... za każdym razem jak się mijają na korytarzu czy jak go po prostu widzi serce mu chce z klaty wyskoczyć i odtańczyć dziwne tańce na środku holu.
 To nie była miłość tylko zauroczenie, zauroczenie niskim chłopcem o bladej skórze z jasnymi blond włosami sięgającymi ramion i pięknymi ciemnymi oczyma podchodzącymi pod odcień zieleni.
'Boże, on wygląda jak dziewczyna!' Wykrzyczał w myślach, chowając twarz w dłoniach. Drobne ciałko, chude w pasie, ręce tak drobne nie mówiąc już o dłoniach. 'Nikolas opanuj się!'
 Pewnego tam szkolnego dnia zapytał przewodniczącą komitetu uczniowskiego o jego imię.
"Aleksander." Odpowiedziała mu obojętne przegryzając kanapkę i siorbiąc sok pomarańczowy przez słomkę na raz. Nie dziwiło go to, że zajęło jej to z parę sekund na odpowiedź, ona po prostu była dziwną kreaturą. 'Kobiety są dziwne.' I niech nikt nie waży mu się zaprzeczyć w tym stwierdzeniu.
 Parę dni później spotkał tego Aleksandra zajadającego się pączkiem pod klasą. Obok leżał kartonik soku pomarańczowego.
"Coś nie tak?" Zapytał cichym głosem patrząc w oczy seniora. 'On brzmi jak ten chłopak z audycji yaoi od mojej siostry...' Następnie się zaczął być w myślach, że jest chłopcem i nie powinien słuchać takich rzeczy.
Aleks spojrzał na dość przerażającą minę Nikiego. "Um...halo?" Cała aura jaka otaczała teraz starszego prysła jak bańka mydlana kiedy to ręka blondyna parę razy zamachała przed jego twarzą. Zamrugał kilka razy próbując powrócić myślami do teraźniejszości, tylko by zaraz potem usłyszeć cichy chichot.
 "Jesteś zabawny! Chcesz gdzieś razem wyskoczyć. Salon gier i takie tam?" Nikolas próbował się powstrzymać aby nie zemdleć z nadmiaru radości jaka wypełniła jego ciało. Niestety zawalił w tym. "Hej jesteś cały?! Hej!" Pozostawiony gdzieś w kącie kartonik z sokiem pomarańczowym został zapomniany.

czwartek, 3 kwietnia 2014

-to nie była przyszłość jaką dla niej chciał-

 To nie była przyszłość jaką dla niej pragną. Chciał by wychowała się w normalnej rodzinie. Pełnej ciepła i miłości, gdzie będą na nią czekać kochający rodzice.
 Dlaczego to musiało się potoczyć w tą stronę? Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym gdy miała zaledwie pięć lat. Dom, majątek i ona sama poleciały pod młotek, zostawiając ją w zimnym i brudnym sierocińcu rozdając wszelkie bogactwa krewnym żądnym tylko bogactwa.
 Blask z jej wiecznie radosnych oczu zniknął a na jej niewinną twarzyczkę wpłynął smutek. Nikt nie zdawał się tego zauważać, ukryła wszystko za fałszywymi uśmiechami. Nikt prócz niego samego. To on widział tę zmianę pierwszy, to ona wiedział, że wszystko skończy się źle.

*

 W następnych latach było coraz gorzej. Była bita, prześladowana, nienawidzona. Nie można było znaleźć w zachowaniu tych ludzi ani odrobiny dobra. 'Czym ona sobie na to zasłużyła?'
 Z dnia na dzień stawała się inna, wkrótce minęły i lata a ona była zupełnie inną sobą. Wiedział co ona robi, wiedział, że ona już nie jest człowiekiem. To nie była przyszłość jaka chciał.


*

 Kim on był? Osobą wykluczoną z jej życia dawno temu. Była dzieckiem, z pewnością o nim już nie pamięta. Jej rodzice zabronili im spotkań. Może gdyby się im wtedy przeciwstawił wszystko byłoby inaczej...
"Co ze mnie za starszy brat?"

-ona już nie jest człowiekiem-

 Skryta pośród gorzkiej mgły czekała na swoja ofiarę. W jej głowie odtwarzało się jedyne: zniszczyć, zniszczyć.
 Dla jej umysłu było za późno, ciemność ogarnęła ja cala, nie była tą sama osóbką co kiedyś. Ona już nie jest człowiekiem.
 Była zwierzęciem, które próbowała niegdyś zwalczyć. A najgorsze jest to, że nikt jej nie pomógł.
Wołała 'pomóżcie, pomóżcie' jednak nikt nie słyszał jej krzyków.  Nikt nie starał się dostać do jej serca i zrozumieć.
 Krwistoczerwone oczy spojrzały ostro na młodą dziewczynkę przed nią. Miała anielskie blond loki i piękne aczkolwiek wystraszone błękitne oczy. 'Idealna jednak... jeszcze piękniejsza byłaby skąpana we krwi'
Tarczę ponurej nocy zamkniętej we mgle przeszył przerażający krzyk bólu i rozpaczy. 

 To co ludzie z niej zrobili... zemści się, zemści się za to, że nikt nie zauważył. Jej nienawiść jest czymś co nigdy nie zniknie. Jest niczym płomień parzący każdego kto spróbuje się teraz zbliżyć, a z każdym dniem zwiększa się coraz bardziej. Jej ataki nie będą miały końca, póki nie zabije każdego z nich.
Przyjaciel cz wróg to już  nie ma znaczenia. W końcu... ona już nie jest człowiekiem.

*

 Łzy jej ofiar były piękną rzeczą, tak samo jak krew skropiona po ich ciałach. Piękne również były krzyki agonii wołające o pomoc ach, jak ona uwielbiała tą muzykę!
 Ciekawe jaką kończynę oderwie tym razem, a może odbierze mu jakiś organ? Zaśmiała się dziewczęco pod nosem patrząc  na krąg dziesięcioletnich chłopców. Oni byli następni, podpadli jej i to nie raz.
 Byli tacy sami jak ci którzy ją tępili, nienawidzili. Obraz małej dziewczynki wyśmiewanej przez tych chłopców nałożył się z obrazem z jej przeszłości, gdzie ona sama w miejscu ofiary była karana za swoje istnienie.

*

 Tej nocy przelano nie jedną krew, rano można było odnaleźć zwłoki czterech dziesięciolatków przywiązanych do konaru drzewa własnymi jelitami. Wokół nich namalowany był przelaną czerwienia krąg. Odchodząca od kręgu czerwona smuga prowadziła do miejsca gdzie pogrzebana była mała dziewczynka. Od nauczycieli dowiedziano się iż była częstą ofiarą prześladowań...
 Policja zabezpieczająca teren nie zauważyła nastolatki o rubinowych oczach przyglądającej się im z bliska...

środa, 2 kwietnia 2014

/KuroAya/ To był zły świat...

"I ty to nazywasz szczęściem?! Heroiczną czerwienią?! Nie rozśmieszaj mnie! Jak się teraz czujesz?!" Zaśmiał się szalenie patrząc na dziewczynę przed nim. Nie płakała ale jej twarz wyrażała czystą rozpacz. Próbowała skryć to za czerwonym szalikiem ale nic nie mogła schować przed tym osobnikiem. Nawet w czasach kiedy był on zupełnie kimś innym -jej senpaiem, potrafił ją przejrzeć na wylot.
"Ta dziewczyna...' Mruknął pod nosem i podszedł do Ayano, jego ciało śmierdziało krwią tych dzieciaków ale niezbyt mu to przeszkadzało. Wyciągną ku niej splamioną czerwoną cieczą rękę... cieczą która niegdyś płynęła w żyłach jej rodzeństwa. "Wracajmy, Azami będzie się czepiać." Mimo nienawiści jaką czuła wobec chłopaka złapała bez wahań zaoferowaną przez niego dłoń.
 To był zły świat, pełen złych wyborów może... 'może lepiej aby tak było.' Pomyślała podążając za osobą o twarzy jej przyjaciela. Jak tak łagodna twarz mogła zmienić się w coś... takiego? W coś co odebrało jej wszystko na co się tyle zapracowała, oddała własne życie do jasnej cholery!
Dlaczego mogła czuć nienawiść jednak nie mogła się długo gniewać na tą twarz? Dlaczego?

-samobójstwo-

 Mówią, że gdy stoi się nad przepaścią między życiem a śmiercią, wszystkie przeżyte lata można ujrzeć niczym krótki film.
Ja jakoś niczego nie widzę.
Niczego prócz panoramy miasta i wielu zaciekawionych, kilku przerażonych twarzy gapiów. Szczerze nie rozumiem poco się w ogóle kłopoczą z tym wszystkim. I tak nikt nie będzie pamiętał długo. Zapomną i wszystko będzie szło jak na co dzień.
Stałam za srebrną barierką umieszczoną na dachu szkoły, czerwonego -jak ja kochałam ten kolor. Proszę zanotujcie tutaj ironię. Wkrótce to moja czerwień ozdobi pobliski chodnik. Z okna wychylał się jakiś psycholog albo negocjator, mniejsza z tym. Mówił mi... a raczej monotonnie potarzał wkuta na pamięć słowa o tym, że będzie lepiej.
Robił to biedaczek pewnie z jakieś milion razy i już miał dosyć. Pokręciłam głową, dlaczego nie zostawią mnie już w spokoju?
Podniosłam prawą nogę i wychyliłam zza progu, kilkoro z nich pisnęło. Uśmiechnęłam się lekko, ludzie to przedziwne kreatury. Ciekawe czy rodzina będzie tęsknić, może troszkę. Potem im to przejdzie. Chociaż mogą się gniewać. Nie zostawiłam im nawet listu pożegnalnego czy czegoś podobnego. Z moich oczu popłynęły łzy ale uśmiech pozostawał na tym samym miejscu.
'Żegnajcie" Szepnęłam i zrobiłam krok do przodu. Dalej jedynie co poczułam był mocny podmuch wiatru i mocny jednak momentalny ból.

{Śmierć Julii West.} /Również nawiązanie do morderstwa Artemis/

 [...] Wpatrywała się w to co niegdyś było jej najlepszą przyjaciółka. Julia i Artemis były niczym siostry, zawsze razem odkąd się poznały. Obiecały sobie, że uciekną z tego przeklętego miejsca razem...
"Kłamstwa." Rzekła brązowowłosa odrzucając metalowy, zakrwawiony pręt na bok. Ten sam pręt, który parę chwili zatopił się w czaszce Capri. "Dobrze wiedziałaś to, że jesteśmy umarłymi." Oczy Julii przyćmione były szaleństwem, pełne niegdyś ciekawości i szczęścia zielone tęczówki, odbijały teraz czerwony kolor rozlanej krwi i brudną, bagienną zieleń. Wypełnione łzami śledziły każdą ranę zadaną przez nią samą.
 Julia padła na kolana lądując w kałuży czerwonej cieczy, nie przeszkadzało jej to, szczerze lubiła ten kolor - czerwony. "Arti... odwiedzimy festiwal jeszcze raz...?  ...ja... chcę znowu z tobą zobaczyć fajerwerki..." Dziewczyna zaczęła ciężko oddychać  a łzy przysłoniły jej widoczność, chociaż..."Życie jest tak kruche, heh tak łatwo je złamać...zepsuć, ha rozgnieść! Ale przyrzekam ci Artemis Culti! Wyjdę stąd... dla nas dwóch!" Jej głos rozniósł się po ciemnych korytarzach echem.
"Nie wydaje mi się... dziewczyno masz problemy." Brązowowłosa odwróciła głowę ku opierającej się o ścianę dziewczynie. Znajome złote oczy wpatrywały się w nią z żalem i nienawiścią.
"K-Krysia! W-widziałaś to?! Ktoś za-"
"Zamknij łeb, wiem co się stało." Poprawiła swoje okulary i odepchnęła się od ściany, wolnym krokiem zaczęła podchodzić do West. Po drodze stanęła przy pręcie i go podniosła.
"Jesteś szalona West, chora psychicznie... a nie dosyć jesteś umarłą." Para zielonych oczu zaczęła wiercić w niej dziury. 'Zły ruch, muszę przy niej uważać gdy jest niestabilna.'
"Zabijesz mnie?" Głos młodszej przemienił się w szept a usta dziewczyny wykrzywiły się w ironiczny uśmiech.
"Heh, i tak jesteś martwa~!" Coś było nie tak z Krysią, zupełnie jakby nie była sobą... jakby ktoś o podobnym wyglądzie ją zastą...
"Ch-Christine!" Uśmiechając się złośliwie, zdjęła okulary pokazując jasnego, złotego koloru oczy. Oczy inne od jednej z jej przyjaciółek. Oczy które nie posiadały tej samej niewinności jak Krystyna.
To była, chwila... moment jak poczuła uderzenie. Zupełnie jakby coś twardego uderzyło ją w głowę posyłając twardo na podłogę. Ah... tak się właśnie stało. Czuła jak z jej głowy i ramienia wypływają stróżki krwi brudząc wszystko na jej drodze. 'A tak bardzo lubiłam tą bluzkę...' Spróbowała ruszyć bolącą głowę by spojrzeć na swojego oprawcę... Przed nią stała replika Krysi, jednak sądząc po jej drżących dłoniach dzierżących zakrwawiony miecz baseballowy i dużych niewinnych oczach przepełnionych żalem i smutkiem doszła do wniosku, że to była jej Krysia. To było dość śmieszne jak Brown i jej przyjaciółka były podobne, wystarczyły głupie okulary by zaczęła myśleć, że to zupełnie inna osoba.
Życie powoli upływało z dziewczyny ale... ale nie mogła umrzeć!
N... nie mogła... umrzeć...

Ciało dziewczyny osunęło się upadając klęczkiem na powrót do czerwonej kałuży krwi. Razem z nim z oczu Krystyny spłynęły łzy... ostatnia... ostatnia z jej  żyjących przyjaciółek nie żyje... I to z jej ręki!
"Kolejne osoby zginęły... musimy zawiadomić resztę." Dźwięk głosu Christine i stuknięcia butów zostawiły szlochającą dziewczynę samą.


Crissie robi własne 50 odcieni szarości geja - wybaczcie. /failed nsfw-ish thing/

  Jego dotyk uzależniał, wiedziała to o wiele lepiej niż inne z którymi spędzał noce. Każdy ślad który toczyły jego dłonie parzyły jak płomień... spalając ją całkowicie.  Nie przeszkadzało jej to o ile sprawia tylko przyjemność, będzie w stanie ponieść wszelkie konsekwencje i bóle.
Nienawidziła go - to fakt, jego twarz, charakter, sposób w jaki bytował, jego uśmieszek zadowolenia kiedy dostawał tego co chciał. Ale kochała jego dotyk, przyjemność jaka jej sprawiał. Była od tego uzależniona. I nawet jeśli w normalny dzień są niczym kot z psem wszystkie ich kłótnie tłumiły te noce pełne jęków, przyjemności i gorąca.
On jednak przeklinał to, że ona chce jedynie jego dotyku, nie jego całego.


czwartek, 13 marca 2014

Zły Koniec #54 -Bad Dream

  Coś było nie tak, czuła to, widziała. W końcu niebo nie mogło być od tak krwisto czerwone! A powietrze nie śmierdziało siarką bez niczego!
  Nerwowo spojrzała na rodzinny dom Sugit'ów, nie wyglądał za dobrze. Okna w których niegdyś widać były kolorowe zapraszające firanki były zasmolone a nawet w kilku miejscach powybijane. Tak samo jak dookoła innych otworów plątały się czarne smugi. 'Co tu się stało?! Nana... Nana!' Bez myślenia ciemnowłosa podbiegła ku wejściu głównemu i zaczęła walić do czarnych drzwi. "Nana jesteś tam!? Pani Sugito!? Isa!?" Jedyne co odpowiedziało dziewczyna to błoga, przerażająca cisza. Cisza której nigdy nie zastała w domu rodziny Sugito. 'Nie...a co jeśli coś im się stało?! Co tu się do cholery dzieje?! Nana...'
"To... ty?" Zaskoczona głosem odwróciła się z zamiarem uderzenia przybysza, jednak jej pięść została powstrzymana przez osobnika.
"H-Hitomi!" Stojąca przed nią przyjaciółka wyglądała nieco inaczej niż poprzedniego wieczory kiedy to ją ostatnio widziała. Wyglądała przede wszystkim na zmęczoną,jej twarz straciła dumę a jej oczy nie miały tego samego złośliwego blasku. Jednak miast dumy jej twarz skrywała ból... Amaya nigdy nie widziała czegoś takiego u niej, Hitomi zawsze była pewna siebie, dla niej nie istniało takie coś jak strach a tym bardziej ból.
"Czyli po tym wszystkim postanowiłaś się pokazać, eh?" Zielone wężowate oczy spojrzały na nią z nienawiścią, a usta wykrzywiły się w znajomy uśmieszek.
"Co masz na myśli? Co tu się w ogóle dzieje?! Gdzie są Nana i Isa?!" Na dźwięk tych imion twarz zielonookiej z bolesnej zmieniła we wściekłą ekspresje.
"Co z nimi? Żartujesz sobie?!" Wykrzyczała odrzucając złapaną poprzednio dłoń. "Jak śmiesz wypowiadać ich imiona?! Po tym co zro.."
"Hito przestań!" Inny znajomy głos wtrącił się w w słowa Hitomi. Należał on do brązowowłosej dziewczyny o czarnych oczach siedzącej na gałęzi drzewa. " Widać, że ona nie jest Amayą jaką znamy..." Twarz Ikari również wyglądała na przemęczoną.
"Asariko co tu się dzieje?" Głos młodej Azuki był niemal błagalny. "Gdzie jest Nana?" Dodała cicho.
  Oczywiście Nanami była priorytetem, bez niej Amaya nie potrafiła zrobić czegokolwiek dobrze. Hitomi zaśmiała się podle.
"Gdzie jest Nana? Gdzie jest Nana?" Zadrwiła udając głos Azuki. "Ja ci powiem gdzie jest Nana, dwa metry pod ziemią! Nana nie żyje i to przez ciebie! Zabiłaś ją!"
   Dla Amayi po słowach Hito nastąpiła kolejna fala przerażającej ciszy. 'Nana nie... żyje? T-To niemożliwe... Nanami nie może umrzeć! Obiecała mi to! Moja Nanuś... Z-Zabiłam ją? Tak, przecież już parę razy prawie tego dokonałam.' Hitomi patrzyła z parszywym uśmiechem na łamiącą się dziewczynę. Należało jej się po tym co zrobiła! Po tym jak wszystko zniszczyła! Po tym jak jej pieprzona moc zabiła Nane. Nie ważne, że nie jest 'ich Amayą', musi cierpieć. Musi.
"Ja chcę do domu. Ja... ja chce do Nany..."

"Ama! Ama obudź się, boże z tobą to zawsze jak z kłodą." Znany ciepły głos przyprawił Amayę o uśmiech. 'Huh?' Otworzyła leniwie oczy i zaczęła się rozglądać dookoła. Była w... salonie, przykryta kocem leżała rozłożona na kanapie. Nad nią pochylała się brązowowłosa anielTFU- Nana z delikatnym grymasem zdobiącym jej twarzy.
"Na... Nanuś." Łzy poczęły spływać z granatowych oczu, starsza dziewczyna w mig znalazła się w ramionach szlochającej Azuki. "N-Nie umrzesz p-prawda?!" Wykrzyczała chowając twarz w zielonym swetrze przyjaciółki. Nanami sama w sobie wyglądała na zaskoczoną pytaniem, mimo tego to nie powstrzymało jej do małego uśmiechu.
"Oczywiście, że nie umrę głupolu!" Zastanawiało ją skąd Amaya wzięła taki pomysł.

Hito padła ba kolana w miejsce gdzie przed chwilą stała Azuki, swoje jadowicie zielone oczy skryła za pasmami włosów.
"Ona jeszcze nie wie co Nana robi, prawda?" Asari podeszła do niej i położyła dłoń na ramieniu, czuła jak ciało przyjaciółki się trzęsie. Czy to z gniewu czy ze smutku, to nie miało znaczenia. 
"Jej teraźniejszość można jeszcze naprawić."
"Wątpię w to. Nanami jest na tyle głupia by dać się zabić."
(BAD) END?






//No to tak, napisałam to dawno na kartce w szkole i powiem wam, że przepisywanie takich rzeczy na kompa to niezły wrzód na dupie. Krytykę rzucajcie mi prosto w twarz, baj.
Spis imion jakby się ktoś pogubił:
Azuki Amaya
Hitomi/Hito
Asariko Ikari
Sugito Isa
Sugito Nanami
//

piątek, 28 lutego 2014

Czyli jak zepsuć komuś życie.

  Potraktujcie to jako pierwszy rozdział fika no trójkącie miłosnym z serii kagerou project. To nie są praktycznie ocetki tylko... no ja i Karuś z którą pisze innego bloga. Wejdźcie w moje konto bloggera i wybierzcie drugi blog by się tam znaleźć. Dezydery to postać należąca do Potato z którą tamtego bloga też prowadzimy, jakby co zwalajcie winę na niego. Krytykujcie, plujcie mi w twarz, potrzebuje wiedzieć jakie błędy popełniam.




  Minęło parę tygodni czy miesięcy od pamiętnej walki na jedzenie, ale nie o to teraz chodzi. Każdy już zapomniał kto ją zaczął chociaż wszyscy i tak obwiniliby Dezyderego... albo Crissie. Bardziej ta druga gdyż wtedy chłopak jeszcze pomieszkiwał u niej w szafie, ale to nie o tym dzisiejsza historia.
  Wszystko zaczęło się od głupiego argumentu pomiędzy hikkikomori a ex-psychopatą, rozmawiali o tym co zazwyczaj gadają nastoletni chłopcy a mianowicie dziewczynach. Choć nikt normalny nie nazwałby tego rozmową.
"Ta jasne, ciebie to by nawet duch nie chciał."Głos porównywalny do anielskiego tonu Mamoru Miyano przesiąknięty był sarkazmem i zgryźliwością. Nic nowego dla osobnika posiadającego jakże piękny głos. Osobnik tego gatunku siedział na skórzanym fotelu z skrzyżowanymi nogami położonymi na szklanym stole. Jedną dłonią z łokciem opierającym się o ramie fotelu podpierał policzek, w drugiej trzymał puszkę piwa. Co jak co, miał już dziewiętnaście lat a w tym dziwnym kraju to był wiek pełnoletności, nie to co w Japonii gdzie musiałeś czekać do dwudziestych pierwszych urodzin.  Kolejny plus przesiadywania w tym pokręconym równoległym wszechświecie. Po drugiej stronie szklanego stołu na zupełnie identycznym siedzeniu siedział niewiele młodszy nastolatek z gigantycznymi workami pod oczami. Ten akurat siedział prosto, wyglądał na nieco spiętego ale to była dość naturalna rzecz przy nim. Również jak chłopak naprzeciw trzymał w dłoniach w połowie dopitą puszkę Żubra.
"A żebyś wiedział, Ayano raz mnie nawiedziła! Totalnie leci na mnie, nawet nieżywa!" Dziwna sprawa w jaką się wplątał nasz główny bohater z jakieś dwie godziny temu.
  Zaczęło się od wrzasku "Gdzie jest mój nektar bogów!", który zainicjował fakt, że w domu nie było ani kropelki gazowanego napoju. Załamany faktem niemalże przewrócił całą posiadłość do góry nogami w poszukiwaniu za życiodajnym nektarem. Niestety odnalazł tylko parę zgrzewek napoi alkoholowych w postaci piwa Żubra. Gdzie on to znalazł tego nikt nie wiedział. Podejrzewa się, że w pokoju Seto, ale tylko dlatego, że ostatnio powiadał jak to bardzo chciałby zobaczyć żubry. Inną teorią jest to, że to wina Dezyderego.
  Po tym jak udało mu się znieść zawartość do salonu został przyłapany przez naszego kochanego węża.
Poniekąd to ma tłumaczyć czemu teraz oboje siedzą w zawalonym pokoju w połowie pijani rozmawiając niczym najlepsi przyjaciele o różnych głupotach.
 "Ja cię nie brałem za nekrofila Kisaragi!"
  Dla nieświadomości dwójki 'dorosłych' obserwowani byli przez dwie dziewczyny które znalazły się w nieodpowiednim momencie. Ciemnowłosa dziewczyna uniosła dłonie na wysokość klatki piersiowej i ze złośliwym uśmieszkiem powiedziała,
"Ja po nich nie sprzątam." po czym wyszła planując wiele sposobów by ich później zaszantażować... albo normalnie myślała o yaoi. Pozostawiona sama przyjaciółka schowała komórkę do kieszeni i krzyknęła,
"Wielkie dzięki~!" wyglądała na zdemotywowaną zachowaniem chłopców i wkurzoną bo 'siostra' zostawiła ją samą. Obrzuciła rezydentów ostrym spojrzeniem rozmyślając jak dostać się do kuchni niezauważona, w tej chwili miała tylko ochotę sprawić piekło osobie która planowała ten dom. Kto normalny stawia pokój dzienny przed kuchnią?! Weszłaby stroną od podwórka gdyby nie pewien albinos nie zastawiłby drzwi śmietnikiem bo chciał wejść na dach. Po co on tam chciał wleźć tylko on wiedział albo chociaż i nie, czasami zapominał myśleć.
 "To nie tak, że lecę na trupy. To one nie chcą się ode mnie odczepić!" Zielonooka zmarszczyła brwi. O czym oni do cholery jasnej gadają? Faktycznie Kuroha był psychopatycznym świrem a Shintaro brakowało którejś-tam klepki ale... żeby posunąć się do takiego poziomu dziwactwa? To jest praktycznie tak samo dziwne i chore jak Crissie gadająca o wnętrznościach. Mentalnie policzkując znajomą wredote za godziny pieprzenia o grach i anime typu 'gore', przygotowała się do przejścia przez zagracone pomieszczenia. Jednak kiedy tylko wystawiła nogę za próg...
"O Karune też się przyszłaś napić?"

niedziela, 23 lutego 2014

Prolog czy coś w tym stylu. [prototyp, nie wiem co z tym zrobię, kagepro]

   Czas dla niego zdawał się niemiłosiernie dłużyć. Dwa lata... dwa lata już tak nędznie przesiedział w swoich ciasnych czterech ścianach, nie mając pojęcia co się dzieje za zasłoniętym czarną płachtą oknem. Co poszło nie tak? Co spowodowało, że upadł tak nisko?! Co?! Ah...ona. Tak, to była jej wina. Że potrafił się tak upokorzyć, że potrafił wyrzec się ze wszystkiego. Nie! Skarcił się myślach, kim on był by teraz o to obwiniać jedyną osobę która była z nim do jej samego końca? To nie była jej wina... tylko moja. Jego. Jego. Jego. Tylko jego WINA! Czy te lata samemu aż tak mnie spaczyły? Chwila olśnienia, nie był sam. Zawsze u jego boku w ramach monitora siedziała ta rzecz. Nie miał zielonego pojęcia czym -kim ona była i czego od niego chciała. Uderzała wielkim podobieństwem do jednej z jego już martwych koleżanek za czasów liceum. Ale nią nie mogła być. Takane jest martwa. 
 Błękitne oczy wędrowały za każdym ruchem który poczynił. Czy tylko wstawał, czy coś jadł, czy coś pisał ona wszystko widziała. I sprawiała mu przy tym piekło. Nie może już umrzeć? Z czasem zaczął się 'przyzwyczajać' do osoby w jego komputerze ale... prędzej czy później umrze zostawiając go samego. Tak jak każdy inny. Więc... może lepiej by było gdyby i on umarł. Tak by było lepiej. Byłby ze swoimi przyjaciółmi... z nią...
   Wciąż pamiętał jak Ayano -Boże jak dawno nie wypowiadał tego imienia, pytała się go o istnienie nieba... Wierzył, że coś takiego ma swój byt, ale nie jest to niebo. Niebo zawsze wydawało mu się przereklamowane. Co ja robię? Myśli samobójcze?! Patrz Ayano jak daleko spadłem! Patrz co zemnie zostało! Wrak! Dlaczego... mnie zostawiłaś? Zasłonił kościstą dłonią swoje oczy, jakby chciał na chwilę odciąć się od tego świata. Nie zauważył jednak dwóch małych strumyków słonej wody na jego policzkach. Teraz na płacz mi się zabrało? Nie płakałem od dwóch lat... 
   "Mistrzu płaczesz? Boziu to tylko skasowany folder!" Znajomy głos przywrócił go do rzeczywistości. Znajomy i denerwujący głos. Szybko wytarł o swoją koszulkę zawartość łez i odwrócił się ku 'programowi'. W jej oczach widać było zmartwienie. Ha! Jest tylko głupim wirusem! Co ona może wiedzieć o zmartwieniu!? No co ona mogła wiedzieć? W jego oczach była tylko zwyczajnym oprogramowaniem, czymś stworzonego przez człowieka. Niczym realnym. Rzecz taka jak ona niczego nie zrozumie. Jego cierpienia, tego co teraz przeżywa. Nie lepiej było by ją tylko skasować? To widniało na jego liście dobrych pomysłów ale... czy były w stanie zniszczyć coś dzięki czemu jeszcze nie oszalał z samotności? Tak? Nie?
   "Zamknij się Ene, muszę zabrać się za tą idiotyczną piosenkę jeśli chcę się utrzymać w rankingu." Przysiadł do komputera odpalając znany mu program. Nie mogę tego jej zrobić... I niczym zapominając o jego małym załamaniu wciągną się w wir jego szarego dnia, zamkniętego w czterech ścianach pokoju.
  Jak na razie, nie zrobiłaś czegoś tak złego by mnie zmusić do odinstalowania cię.







//Myślę, że będę tutaj umieszczać te duperele co pisze niż na tumblrach... Tak to jest początek mojego jałoica Kuro x XX!Shin, chociaż nie wiem co z tym dalej zrobię. //